sobota, 10 października 2026

O KSIĄŻCE, ODRZUCENIACH I NOWYCH NADZIEJACH.


To będzie długi post.

Dlatego, drogi Czytelniku, zaparz sobie filiżankę kawy lub dobrej herbaty.

Chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o procesie powstawania mojej książki.

To nie jest tylko czas radości…

To również droga przez łzy.

Miewam chwile zwątpienia i niekiedy jest tak, że tracę wiarę w powieść, którą tworzę.

Naprawdę...

Przyznaję się do tego.

Myślę, że to właśnie jest najgorsze.

Zwątpić w wartość własnego dzieła.

Może być różnie…

Wydawnictwa bywają ostrożne, gdy mają do czynienia z debiutantami.

W sumie…

To zrozumiałe.

Nie tak dawno koleżanka przypomniała mi o J.K. Rowling — autorce słynnego „Harry’ego Pottera”.

Nie wiem, czy wiecie, ale zanim „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” trafił do księgarń, jego rękopis został odrzucony przez dwunastu wydawców (!).

Dopiero wydawnictwo Bloomsbury zdecydowało się opublikować powieść.

Sam pomysł na historię Harry’ego pojawił się w głowie Rowling w 1990 roku.

Pierwszy tom ukończyła pięć lat później.

To pocieszające…

Zwłaszcza dla mnie.

Bo, uwaga…

Teraz będzie drugi sztos!

Pisanie tej powieści nie jest moim najważniejszym priorytetem.

(Upss… naprawdę to napisałam :)).

Ale to prawda.

Zanim usiądę do pisania, mam inne obowiązki, które również wymagają mojego czasu i uwagi.

Moja praca zawodowa, bycie mamą…

Mogłabym pisać rano o piątej, przed wyjściem do pracy, ale ten czas mam zarezerwowany na modlitwę.

I właśnie dlatego nie zawsze mogę poświęcić książce tyle czasu, ile bym chciała.

Wracając do Harry’ego…

Czy historia J.K. Rowling zniechęca?

Trochę tak.

Zwłaszcza gdy brakuje nam energii do walki o własne marzenia.

Ale ta historia daje nam również nadzieję.

Pokazuje, że odrzucenie nie musi oznaczać końca drogi.

Nawiążę w tym miejscu do Ewangelii według św. Łukasza, a konkretnie do fragmentu Łk 10,1–12.

Kiedy wychodzimy do ludzi z książką, która dopiero się rodzi, a później z gotowym tekstem pukamy do wydawnictwa, czasem możemy poczuć się jak owieczki posłane między wilki. 

Oczywiście nie twierdzę, że Jezus mówił wówczas o autorach, wydawcach czy rynku książki. Ale czy Jego słowa nie mogą być dla nas wskazówką również dzisiaj?

Nie musimy wszystkiego kontrolować.

Nie musimy mieć gotowego rozwiązania na każdy problem, który może pojawić się na drodze do wydania naszej książki.

Często martwimy się chociażby brakiem środków finansowych…

Redaktor, korektor, grafik…

A przecież Jezus mówi: „Nie noście ze sobą sakiewki ani torby, ani sandałów”.

Czy oznacza to, że mamy niczego nie planować i nie martwić się o przyszłość?

Nie.

Możemy działać, planować i szukać rozwiązań, a jednocześnie nie pozwalać, by strach odebrał nam pokój serca.

Zadbajmy przede wszystkim o ten pokój.

Pilnujmy naszego serca.

Długo nie rozumiałam słów: „I nikogo w drodze nie pozdrawiajcie”.

Czy mamy być nieuprzejmi, niemili i nieczuli na ludzi dookoła nas?

Nie.

W tym fragmencie Jezus rozsyła uczniów, powierzając im konkretną misję.

Jego słowa można odczytać jako wezwanie do skupienia się na tym zadaniu, a nie jako nakaz nieuprzejmości wobec innych.

Mamy po prostu nie rozpraszać naszej uwagi.

Wyzwania, które przed nami stoją, nie powinny odciągać nas od obranego celu — w moim przypadku od dążenia do wydania książki.

Nie tyle mamy się spieszyć, ile być konsekwentni w działaniu.

Każdego dnia świat zewnętrzny walczy o naszą uwagę…

Nie dajmy się zwieść.

Jednym z takich rozpraszaczy jest krytyka.

I nie mam tu na myśli krytyki konstruktywnej.

Podkreślam bardzo mocno — nigdy nie określałam siebie mianem pisarki.

Ale jestem autorką…

Tworzę teksty, a te, które spełniają ustawowe kryteria utworu, są objęte ochroną prawa autorskiego.

Więc TAK — mogę prowadzić stronę autorską.

I żeby to robić, nie muszę wcześniej odnieść sukcesu.

Moja książka nie musi stać się bestsellerem.

Mam prawo być osobą, która dopiero próbuje.

Nie widzę powodów, dla których miałabym rezygnować z pokazywania swojej twórczości tylko dlatego, że nie odniosłam jeszcze sukcesu.

Mam prawo i chcę dzielić się tym, co tworzę, choćby poprzez prowadzenie tego bloga.

Nikt mi nie zagwarantuje, że moja powieść odniesie sukces.

Ja też nie mogę Wam tego zagwarantować.

Ale wiem jedno…

Bez względu na to, co się stanie…

Nie będzie to miarą mojej wartości.




1 komentarz:

  1. Aniu piękne treści piszesz i wspaniale dzielisz się swoimi doświadczeniami.Bardzo Ci gratuluję twórczości i wielu talentów .Pisz i dziel się bo jest czym 🫶

    OdpowiedzUsuń

O KSIĄŻCE, ODRZUCENIACH I NOWYCH NADZIEJACH.

To będzie długi post. Dlatego, drogi Czytelniku, zaparz sobie filiżankę kawy lub dobrej herbaty. Chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o pr...