czwartek, 18 czerwca 2026

UKRYTY SKARB


Biblijny skarb ukryty w doświadczeniach i w ciszy własnego serca.

Odkrywamy go w modlitwie — w czasie spędzanym na rozmowie z Bogiem.

Tym skarbem jest....

Mądrość.

Mądry człowiek przez całe swoje życie pozostaje uczniem.

I wcale nie chodzi tu o wiedzę z książek.

Ani o coś, co pojawia się nagle — jak za pstryknięciem palca czy dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Mądrość przychodzi stopniowo.

🌿Z wiekiem.

🌿Z doświadczeniem.

🌿Z intencją.

Czasem odnajdujemy ją w cierpieniu.

Bo każdy z nas niesie swój własny krzyż - osobistą karmę.

Mądrość to umiejętność zatrzymania się.

To odwaga powiedzenia „NIE”, gdy inni wokół mówią „TAK”.

To rezygnacja z udowadniania własnej racji na rzecz relacji.

To wypowiedziane na głos: „Przepraszam”, gdy popełniliśmy błąd.

To życie w zgodzie z wyznawanymi wartościami.

Mądrość jest tarczą ochronną dobrego człowieka.

Działa niczym radar — ostrzega przed manipulacjami, złymi zamiarami innych ludzi i zgubną pokusą.

Przed symboliczną: „obcą kobietą”.

Mądrość to Miłość.

Ale Mądrość nie przychodzi sama.

Trzeba jej szukać jak ukrytego skarbu.


© Anna Jaśmina Mucha



DZIEL SIĘ CHLEBEM

 

„Gdy w czasie żniw będziecie żąć zboże na waszej ziemi, nie będziesz go żął aż do samego skraju pola i nie będziesz zbierał kłosów pozostałych po żniwach. Zostawisz je dla ubogiego i cudzoziemca”.  (Kpł 23,22)



„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”.


Mówimy, odmawiając modlitwę, której Jezus nauczył swoich uczniów. 

Tylko czym jest ten chleb?

Czy tylko wypiekiem?

Mieszaniną mąki, wody i drożdży? 

Choć mojej świętej pamięci babcia zawsze mawiała, że chleb zrobiony na drożdżach to nie chleb. 

W moim odczuciu tym "chlebem" są dobra i wartości zaspokajające nasze prawdziwe potrzeby.

Kiedyś myślała, że wystarczy chcieć.

Bo przecież Bóg wie, czego potrzebuję.

Przecież czytałam nie raz:


„Wasz Ojciec wie, czego potrzebujecie, zanim Go poprosicie” (Mt 6,8)



Więc milczałam.


I często nic się nie działo.


Nie było zmiany, nawet przysłowiowego światełka w tunelu.


Ale pewnego dnia pojawiło się we mnie pytanie:


„Ale dlaczego ty o to nie prosisz”?


No jak to „dlaczego”?


Bo Bóg przecież wie!


„Dlaczego o to nie prosisz”?


- Jak to "dlaczego"? Przecież Bóg wie...


A jednak to pytanie nie dawało mi spokoju.

To był ten moment, kiedy potrzebowałam zatrzymać się i zajrzeć w siebie głębiej.  


Nie będę zdradzać, co wtedy zapisałam na kartce...


Ale jedno wiem na pewno:


Odpowiedź każdy z nas nosi w sobie.


Trzeba tylko zadać pytanie - w ciszy własnego serca i umysłu. 

Emmet Fox w książce „Pomyśl a będzie ci dane” pisze:



„Aby otrzymać (…) rzeczy, musimy się o nie upomnieć (…) i musimy uznać Boga i tylko Boga jako Źródło wszelkiego dobra”.



To taka dygresja...


Bo nie o zdobywaniu chleba chciałam dzisiaj pisać.


„Gdy wejdziecie do ziemi, którą wam daje i w czasie żniw będziecie zbierać jej plony, to pierwszy snop z waszych zbiorów przyniesiecie kapłanowi”. (Kpł 23, 10)



W Piśmie Świętym czytamy o dziesięcinie, która z czasem przybrała formę obowiązku. 

Dziś tego przymusu już nie ma, ale w nas często pozostaje niechęć do dzielenia się tym, co mamy. 

A przecież w Nowym Testamencie uczymy się czegoś więcej: By dawać dobrowolnie. 

Z serca. 


 „Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawce miłuje Bóg (2 Kor 9,7)



W książce: „Sztuka mówienia NIE” czytamy: 


„Musimy dawać zgodnie z nakazami naszego serca i nie powinniśmy przeoczyć momentu, w którym dawanie z miłości staje się dawaniem z musu”.



Zatem...

Dzielmy się naszym "chlebem"  na tyle, na ile czujemy, że płynie to z serca.

Ale przede wszystkim...

Po prostu się dzielmy. 

© Anna Jaśmina Mucha





TU JEST POLSKA


Odnoszę ostatnio wrażenie, że nam - młodym - często wydaje się, że trwający w naszym kraju pokój jest czymś oczywistym. 

Jest standardem, który był, jest i  zawsze będzie. 

Nie pamiętamy, że jeszcze nie tak dawno tego "standardu" nie było.

Od zakończenia II wojny światowej minęło dopiero 80 lat.

Zaledwie 80 lat.

Wciąż żyją świadkowie tych okrutnych wydarzeń. 
 
To, co wiem na pewno, to fakt, że znajomość historii uczy pokory - tej, której, jak uważam, coraz częściej brakuje w naszej codzienności. 
 
Wchodzimy w konszachty z samym diabłem, zabiegając gorliwie o to, co światowe, cielesne i przyziemne.

Goniąc za uciechami i podnietami, łatwo zapominamy o sprawiedliwości,  moralności, etyce i miłości do drugiego człowieka. 
 
Rodak przeciwko rodakowi staje.
 
Polak Polakowi wilkiem. 
 
Jak ważna jest znajomość historii...
 
I nie chodzi o zemstę czy odwet, lecz o pamięć i wdzięczność wobec Bohaterów, dzięki którym dziś możemy żyć w wolnym kraju.
 
Jak ważna jest dbałość o ten "standard", który mamy i którym się cieszymy. 
 
Jak ważne jest bronienie wartości i fundamentów naszej kultury.
 
Aby Polska nadal była Polską. 



Jako dziecko całkowicie wypierałam informacje o przeszłości.
Lekcje historii były dla mnie prawdziwą katuszą.
Wojna, mrok, zimno, strach, głód...
Śmierć. 
Wmawiałam sobie wtedy, że to tylko opowieści - że tak naprawdę nie mogło tak być.
Nikt nikogo nie mordował.
Nikt nikogo nie gwałcił.
Nikt nie odbierał dzieciom matek.
Dziś wiem, że to fakty. 
Tak było...
I właśnie dlatego dziś chodzi o pamięć.
By historia nie zataczała koła. 
Dziś, uczę się historii na nowo - świadomie, z uważnością i otwartym umysłem.
Otwierając oczy, by  widzieć...
I uszy, by słyszeć.
Otwierając serce na współczucie dla tych, którzy walczyli...
I dla tych, którzy polegli. 
I rodzi się decyzja.
By pamiętać. 
Dziś potrzebujemy nowego, świadomego i miłującego się pokolenia. ❤️

© Anna Jaśmina Mucha
Fot. Marzena Dubas Fotografia

wtorek, 16 czerwca 2026

DECYZJA I BŁĄD TO CZĘŚĆ DROGI, NIE JEJ ZAPRZECZENIE.

 

Przychodzę do Was z tym wpisem z dużą niepewnością, ponieważ sama wciąż jestem na drodze poznania. Tym bardziej zachęcam Was do włączenia się do dyskusji, komentowania i dzielenia się swoimi spostrzeżeniami oraz własnym rozeznaniem.
Stanęłam na rozdrożu dróg…
Nie po raz pierwszy w życiu - i zapewne nie ostatni.
Opcja „A”…
Opcja „B”…
 Co wybrać?
Mam wrażenie, że nie potrafię dokonać wyboru.


Znacie to uczucie?
Niekończące się analizowanie zdaje się nie mieć końca...
Za jednym argumentem „za” pojawia się kolejny argument „przeciw” - i tak w kółko.
Proszę Boga, by wskazał mi drogę.
W swoich modlitwach stawiam pytania, lecz - o dziwo - nie otrzymuję odpowiedzi.
Aż któregoś dnia, czytając cytowaną już prze ze mnie książkę  Marie Paul Curley: „Zobacz siebie oczami Boga”, trafiam na słowa:

„(Jezus) Mówi: „Jestem drogą”, a nie „Pokażę wam drogę”.

To było jak olśnienie.
Zrozumiałam bowiem, że jak dziecko czekałam, aż ktoś podejmie za mnie decyzję, dokona trudnego wyboru i powie mi, co mam robić.
Dlaczego?
Bo bałam się odpowiedzialności!
Bo przy podejmowaniu decyzji towarzyszył mi lęk.
 Bo co, jeśli poniosę porażkę?
Jeśli mój wybór okaże się błędny?
Jeśli będę tego żałować?
Jeśli sobie nie poradzę?
Kogo wtedy obwinię za ten wybór?


Czy nie jest często tak, że zwierzamy się naszym bliskim - przyjaciołom, rodzinie -   ze swoich dylematów, pragnąc, by swoimi słowami potwierdzili tę opcję,
 ku której i tak skłania się nasze serce?
Chcemy, aby inni rozwiali nasze wątpliwości.
A później - gdy pojawiają się trudności - bo prędzej czy później zawsze się pojawiają - winimy za "zły wybór" tych, którzy nam doradzali.  
Nie bierzemy odpowiedzialności.
Zapominamy, że ostatnie słowo należało właśnie do nas.


Ileż miłości dostrzegam w tym, że Bóg szanuje naszą wolną wolę.

Pozwala nam nawet zabłądzić.

Popełnić błąd...

Pomylić się.

A gdy się ockniemy - przyjmuje nas z powrotem.

Wracając do słów Marie Paul Curley:

„Porażka pozwala nam szczerze oszacować i zaakceptować nasze zdolności, silne strony i ograniczenia. Może nam również pomóc obrać nowy kurs, na który nigdy wcześniej byśmy się nie zdecydowali”.

Nie pozwólmy, by lęk rządził naszym umysłem.
Gdy oczyścimy serce, łatwiej będzie nam słyszeć i dostrzegać Boże wskazówki.
I bez względu na to, co wybierzemy - opcję „A”, czy opcję „B” - nie zapominajmy, że On jest zawsze z Nami.

„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do końca świata” (Mt 28,20).

Ten temat w dalszym ciągu pozostaje dla mnie otwarty…
I być może właśnie dlatego postanowiłam się nim z Wami podzielić.

© Anna Jaśmina Mucha
Fot. Marzena Dubas Fotografia






środa, 13 maja 2026

PUSTA GARŚĆ


Czasami jest tak, że czegoś bardzo, bardzo chcemy.

Czasami wydaje się nam, że to, czego pragniemy - mamy już w garści!

Wszystkie znaki na ziemi i na niebie sugerują nam, że TO już jest nasze.

Ale potem…

Przychodzi rozczarowanie.

NIE MA!

Nasza garść jest pusta.

Nasza ufność i wiara ulatują gdzieś hen…

Niczym hel z rozszczelnionego balonu.

Ale ja w takiej właśnie chwili pragnę Wam o czymś przypomnieć…



„Szczęśliwy jest ten, kto we mnie nie wątpi” (Łk 7, 23).

„Nie płacz” (Łk 7,13).


Być może Twoja garść jest pusta po to, by wrócić do początku i na nowo zadać sobie pytanie:
„DLACZEGO”?
Dlaczego chciałem/chciałam TO mieć?
Dlaczego chciałem/chciałam TO osiągnąć, zrealizować?
Dlaczego konkretnie TEN właśnie cel?
Co Tobą kierowało?
Ale tak naprawdę...

„Po co wyszliście na pustynie”? (Łk7,24).


Ja w takiej chwili wyciągnęłam dla siebie naukę…
By wybierać.
Decydować.
Obierać cele.
I opierać je na mocnym fundamencie odpowiedzi na pytanie: „DLACZEGO”?.
Ale efekt końcowy pozostawiam już Bogu.
Bo nie moja wola…
Ja robię wszystko, jak tylko potrafię najlepiej na ten moment, ale nie przyklejam się do wyniku końcowego.
Nie zakładam, że musi być on taki, jak ja tego pragnę.
Dbam natomiast o pokój serca i radość ducha.
Cieszę się działaniem!
Nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość.
Jestem gotowa zgodzić się zarówno na sukces, jak i na porażkę.
Na porażkę, kiedy już rozumiem, że czym innym jest ona dla człowieka, a czym innym dla Pana. 
W książce Marie Paul Curley „Zobacz siebie oczami Boga” czytamy:

„Bóg zupełnie inaczej określa sukces i porażkę. Zapominamy, że Jego plan jest większy i wykracza poza nasze rozumienie. Bóg nie oczekuje, że będziemy odnosić same sukcesy. Chce jedynie, abyśmy realizowali nasze powołanie do miłości i odpowiadali na Jego zaproszenie”.

Zatem…
Powierz Bogu efekty swojej pracy.
On patrzy na naszą odpowiedź na pytanie: „DLACZEGO” i na nasz wysiłek, a nie na efekty, w których sami szukamy doskonałości. 
Może moja garść miała pozostać pusta…
Abym mogła się teraz podzielić z Wami tą refleksją.
A może jeszcze się napełni…
Któż to wie?
Tylko Bóg.
Ale tego, czego nie robię na pewno, to nie tracę ufności.
Wracam do linii startu i ponownie stawiam sobie pytanie:
DLACZEGO?
A gdy moje „DLACZEGO” jest mocne, nie trwożę się, aby znów o to poprosić.


Pocieszenie dla utrapionych:

„Jeżeli będziecie postępować według moich praw, przestrzegać moich przykazań oraz je wypełniać, obdarzę was opadami w porach deszczowych. Ziemia wyda wtedy plon, a polne drzewa owoce. Młocka przeciągnie się u was aż do winobrania, a winobranie aż do siewu. Będziecie się mogli najeść chleba do syta i będziecie mieszkać bezpiecznie w swoim kraju. Obdarzę kraj pokojem, tak że bez lęku będziecie szli na spoczynek. Usunę z niego drapieżne zwierzęta i miecz nie będzie pustoszył waszego kraju (…). Będę się o was troszczył, obdarzę was płodnością, rozmnożę i utwierdzę  z wami moje przymierze (…). Ja skruszyłem wasze jarzmo i pozwoliłem wam chodzić z podniesioną głową”. (Kpł 26, 3-13). 



© Anna Jaśmina Mucha
Fot. Marzena Dubas Fotografia

UKRYTY SKARB

Biblijny skarb ukryty w doświadczeniach i w ciszy własnego serca. Odkrywamy go w modlitwie — w czasie spędzanym na rozmowie z Bogiem. Tym sk...