Po kilku
tygodniach nieobecności stawiam się z nowym, blogowym wpisem.
W tym minionym
okresie, doświadczyłam chyba wszystkich możliwych emocji, śledząc niemal całą Mapę
Świadomości dr Hawkinsa.
Bynajmniej
patrząc na jej dół.
Od wstydu i poczucia
winy, przez poczucie bycia ofiarą świata zewnętrznego, po lęk, dumę i złość.
Uff… działo
się.
Do dziś czuję
frustrację na wspomnienie mojego zważonego ganache do tortowego tynku.
(Dziewczyny na serio: nie pieczcie w okresie napięcia „przed”….
Z troski o was i o waszych
partnerów. :P
Także tego….
Do bycia panią
swoich emocji jak widać chyba jeszcze mi daleko.
Ale o czym
właściwie chciałam dzisiaj napisać?
Ach, tak!
Czasami
odpowiedzi na nasze rozterki przychodzą z opóźnieniem.
Ale myślę, że
zawsze przychodzą w najlepszym dla nas czasie.
Doświadczyłam
ostatnio czegoś, czego sens zrozumiałam dopiero później, po tzw. „fakcie”.
Dwa pozornie niezwiązane
ze sobą zdarzenia…
Zdarzenie nr 1 – ZAŁAMANIE
Bo mi nie
idzie…
Po raz „enty” w
moim życiu chciałam rzucić naukę śpiewu.
Robię to od
dzieciństwa….
Kiedyś
rezygnowałam w akcie posłuszeństwa tego, co mi nakazywano, później rezygnację
wybierałam sama.
Jak to się
mawia: „pierdzielę, nie robię”!
„Mam dom, mam
etat, mam rodzinę – na co mi to”?!
A poza tym: „za
stara już na to jestem.”!
I poszła lawina
wymówek…
Popsioczyłam,
polamentowałam, poryczałam, posiedziałam sobie przez chwilę w pozycji ofiary,
aż pewnego dnia podniosłam tyłek z fotela, zakasałam rękawy i stałam się na
nowo „woman of power”.
By móc się bardziej rozwijać wynajęłam salę, aby mieć ku temu przestrzeń.
Wydarzenie
przyszło i poszło…
Niby po
temacie.
A jednak…
Zdarzenie
nr. 2 – ZWRÓCONY PREZENT
Niedawno, pewna
moja znajoma miała urodziny.
Podarowałam jej
prezent…
Nie był drogi,
raczej symboliczny.
Przyjęła, co
sprawiło mi ogromną radość!
Jakie było moje
zdziwienie, gdy kilka dni później ów prezent niespodziewanie mi zwróciła!
W jednej chwili
moje dobre samopoczucie odeszło w zapomnienie.
To było coś na
miarę ciosu wymierzonego prosto w serce.
Jak przeszycie
serca mieczem.
Czułam się jak
zbity pies przez resztę dnia.
Z pozoru dwa,
niemające ze sobą powiązania zdarzenia, ale….
Przyszło do
mnie zrozumienie.
Doświadczyłam
bólu wskutek zwróconego prezentu.
Ale czy
przypadkiem ja nie postępuję dokładnie tak samo?
Czy nie zwracam
mojego daru w postaci talentu, który otrzymałam?
Ile to już
razy…?
- wtedy, gdy
odmówiono mi zapisania się na wokalny konkurs,
- wtedy, gdy
odmówiono mi zapisu do szkoły muzycznej,
- wtedy, gdy
ceniony przeze mnie nauczyciel, złożył nagle wypowiedzenie i wyjechał,
- wtedy, gdy
nie poszło mi na koncercie zamykającym rok w prywatnej szkole muzycznej,
- wtedy, gdy
zachorowałam, tracąc już nadzieje,
- i TERAZ,
kiedy nie byłam w stanie ogarnąć linii melodycznej piosenki, która spędzała mi
sen z powiek.
Ile to już razy
oddawałam Bogu ten prezent, ten talent, mówiąc „nie mogę”, „nie dam rady”?
Samą niewiarą w
to, że go otrzymałam, już go zwracam.
A wiecie, co
mówi nam, że otrzymaliśmy TEN talent, choć sami go w sobie nie dostrzegamy?
Myślę, że
PRAGNIENIE.
Oj, pragnienia
bolą…
Dlatego czym
prędzej warto zrobić porządek ze wszelkimi wymówkami i zamienić pragnienia na
preferencje.
Gdy zrozumiałam
o co chodzi w tej lekcji, słowa Psalmu 21 wybrzmiały dla mnie na nowo….
Tym razem
zupełnie inaczej, bo na odwrót (przeczytajcie cały, a pojmiecie co mam na
myśli):
„(…)
Spełniłeś pragnienie jego serca,
Nie
odmówiłeś życzeniom warg jego.
Bo wyszedłeś mu naprzeciw (…).
Nie odmawiajmy Bogu.
Bo TAK – talenty są nam dane, by je zwrócić…
Ale pomnożone!
Mamy je
rozwinąć i oddać w postaci chwalebnych owoców.
Wierzę, że to właśnie
wtedy wypełniamy swoje powołanie.
Siejmy więc
hojnie.
Wierze, że to
zadanie dla każdego z nas.
A dla
wszystkich strudzonych mam dziś na pokrzepienie serc piękny fragment Psalmu
126:
„Ci, którzy
we łzach sieją,
Żąć będą w
radości.
Idą i płaczą
niosąc ziarno na zasiew,
Lecz powrócą
z radością niosąc swoje snopy”.
Bo rozwój
osobisty, rozwój duchowy nie jest łatwy.
Choć
przeglądając liczne konta i fotografie w mediach społecznościowych, można
odnieść wrażenie, że życie to jedno wielkie „haha hihi” – nie!
Ale nie
jesteśmy w tym sami.
Tu wiara jest
potrzebna.
A czym jest
wiara?
Jest relacją z
ŻYWĄ OSOBĄ.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz